A gdyby Polska miała 240 mln mieszkańców?

A gdyby Polska miała 240 mln mieszkańców?

A gdyby Polska miała 240 mln mieszkańców ?

– Gdzie jest twój partner? – pyta prędzej czy później każdy z kim rozmawiam, mam na myśli Keralczyków oczywiście, bo białasa nie spotkałem od wylotu z New Delhi, czyli od trzech dni.

Nie mieści im się w głowie, że można tak daleko podróżować samemu.

Byłem już tutaj w Kerali trzy lata temu na podobnej wyprawie i zdziwiłbym się, gdybym tu spotkał kogoś z naszej strefy kulturowej (że tak się wyrażę) wcześniej niż przy Drzewie. Drzewo, kilkusetletnie, ogromne, intrygujące. Kannimara Teak największe drzewo tekowe w Indiach. Na zdjęciach wygląda jak sekwoja, Wykiełkowało pewnie w czasie, gdy przypłynęli tu pierwsi Portugalczycy. Oczywiście, jeżeli by mnie już naszła taka dendrologiczna faza, mógłbym tam dojechać autobusem. Tylko, że to nie tyle chodzi o to, żeby je zobaczyć, ale o to żeby do niego iść. Potrzebuję tej drogi, tego czasu w samotności, żeby rozliczyć się sam ze sobą. Przemyśleć, zapisać, ocenić podsumować to, co przeżyłem w Indiach przed trzydziestu laty.

Przyjechałem pierwszy raz do Indii w wieku dwudziestu sześciu lat. Vasco da Gama, jak wypływał z Portugalii, był w podobnym wieku. Dopłynął jako dwudziestoośmiolatek.

Wczoraj zobaczyłem tę plażę, gdzie przybyli. Wyobraziłem sobie, jak to mogło wyglądać. Dziwne nieznane lokalsom żaglowce zatrzymały się kilkaset metrów od brzegu. Rybacy wskoczyli na łódeczki i popłynęli na przywitanie. Rozpoczęły się bezpośrednie kontakty Europy z Indiami. A jeszcze kilka lat wcześniej operowała w tych rejonach ogromna flota z Chin, posiadająca dużo większe, lepiej uzbrojone i nowocześniejsze okręty. Z pewnością byliby w stanie zagrodzić drogę Europejczykom.

Tylko że w tym czasie nowy władca Chin zdecydował o wprowadzeniu polityki zamknięcia Państwa Środka na świat i flota wróciła do domu. Dziwne, jak pojedyncze decyzje wpływają na losy cywilizacji.

Idę sobie z lekkim siedmiokilowym plecaczkiem,  kilometr za kilometrem, rozmyślam, rozmawiam ze sobą, notuję w myślach. Automatycznie odpowiadam na gesty przywitania, którymi mnie co chwilę raczą,  ściskam setki rąk. Czuję się bezpiecznie, wiem, że tysiące oczu mnie pilnuje.

Niestety, cały czas tylko Raszyn i Raszyn, znaczy się przedmieścia, nie obrażając podwarszawskiej gminy. Kozikhode to takie powiatowe miasteczko. Zacząłem dwadzieścia kilometrów na północ od niego, bo tam jest nędzny obelisk upamiętniający przybycie Vasco da Gamy,  przeszedłem przez centrum, idę kolejne dwadzieścia i cały czas jestem w zabudowie miejskiej. Powiatowe miasteczko o średnicy czterdziestu kilometrów?

Sprawdzam w necie, Kerala ma 3o mln mieszkańców i ok. 39 000 km2 !!!

A Polska ma 312 000 km2. Szybki rachunek proporcji i wychodzi jakaś makabra. Tu jest takie zagęszczenie, jakie by było, gdyby w Polsce mieszkało, uwaga, 240 mln mieszkańców… to nieprawdopodobne. A oni uśmiechnięci chodzą.