Bo najważniejsze w życiu, żeby wiedzieć z kim

Bo najważniejsze w życiu, żeby wiedzieć z kim

Zszedłem z trasy tylko na chwilę. Zobaczyłem palmy Arekowe w ogrodzie, chciałem podejść i sprawdzić czy da się pień objąć parą rąk. Wyglądają jakby były grubości dużego bambusa, czyli niewielki obwód a wysokie na kilkanaście metrów. Często widzę je obok palm kokosowych, ale nie mam jeszcze dobrego zdjęcia do swojej kolekcji dendrologicznej. No i ta ich smukła sylwetka mnie nurtuje.

Teraz już wiem, że będzie mnie to kosztowało pół dnia, a chciałem wejść tylko pięćdziesiąt metrów między zabudowania. Echh, chyba muszę się pogodzić z myślą, że swojej natury nie zmienię. Wchodziłem między zabudowania dalej i dalej, bo światło nie takie, bo płot mi przeszkadza. Osiedle domków jednorodzinnych, nie żadna bieda, ale żadne też bogactwo. Dobrze utrzymane ogrody, sympatyczni ludzie uśmiechają się do mnie. Robię zdjęcie drzewa jakby iglastego trochę pokroju jodły koreańskiej, staram się żeby mieszkańcy widzieli, że fotografuję albo ujęciuję, jak mówią niektórzy, drzewa a nie ich prywatne domy. Wychodzi młody ale dorosły mężczyzna, pyta skąd jestem.

To ten typ z którym chcesz rozmawiać dalej, bo może ta rozmowa mieć jakąś wartość.

To trzeba wyczuć w ciągu tych kilkudziesięciu pierwszych sekund, bo możesz spłoszyć.  Trzymasz dystans czy wchodzisz w tę znajomość ?

Opowiadam o swojej drodze i celu, że interesuje mnie roślinność Indii a drzewa w szczególności. Słucha uważnie. A chcesz zobaczyć plantację …… ? Nie rozumiem czego, ale plantację zawsze.

Wchodzimy dalej w osiedle, przedstawia mnie sąsiadom. Pokazują mi plantację tapioku, że to takie ich ziemniaki bo tanie w uprawie a sycące. Specjalnie dla mnie młody wyrywa, pokazuje bulwy.

To jednak co innego niż zobaczyć na straganie. Teraz wiem jak rosną, takie patyki na dwa metry wysokości, wyrywa się je bez trudu a surowe smakują jak …… mokra kreda, czyli nie mają smaku.

Przepraszam ale nie udawałem nawet przed nimi. Robi się z tego między innymi chipsy, które też już próbowałem. Jak na chipsy to grube i też nic specjalnego ale prawdziwe przecież. Trudno to porównywać do sztuczności produkowanych przez koncerny spożywcze.

W ogromnych namiotach oglądam sadzonki papai. Namioty mają chronić przed intensywnym deszczem. Takie 60 centymetrowe wyrosły w trzy miesiące. Obok namiotu trzyletnie, owocujące mają już po sześć metrów wysokości. Niesamowite przyrosty, u nas niewyobrażalne.

Mają też jakąś obórkę i dziesięć krów. Chcesz obejrzeć ?- pytają. Odpowiadam ze śmiechem, że to zwierzę jest mi dobrze znane, babcia miała kilka. Pytają jakie warzywa są w Polsce. Chyba niewiele wiedzą o świecie, prości ale bardzo mili ludzie. Temperatura ujemna, śnieg ? Widzę, że słyszą moje słowa ale jest to poza ich wyobrażeniem.

Codziennie otrzymuję tu przynajmniej kilkadziesiąt różnych propozycji: podwiezienia, porozmawiania. Większość odrzucam, bo są stratą czasu, ale niektóre kontakty podejmuję i z reguły coś z nich wynika.

Bo najważniejsze w podróży jest, żeby wiedzieć z kim się zadawać

Muneer, chłopak w sklepie z płytkami przekonał mnie do odbicia z trasy i zobaczyłem piękne motyle.

Dziewczyna w pociągu wyjaśniła mi, o co jest ten strajk.

 Jest tu w Kerali ważna dla wyznawców hinduizmu starożytna świątynia Sabarimala. Każdego roku odwiedzają ją miliony pielgrzymów, mężczyzn. Kobiety w wieku 10-50 lat nie mają wstępu – tłumaczy mi urocza studentka technologii żywności z koledżu w Tamilnadu. 28 września 2018 roku Sąd Najwyższy Kerali zabronił tego zakazu uznając, że jest on prawie jak niedotykalość, nie do zakceptowania. Teraz jest o ten wyrok strajk powszechny o dziwo wszystkich religii. Popierają ideę tego strajku i biorą w nim udział poza hindusami, muzułmanie i chrześcijanie. Dziewczyna jest świadoma jak to może w moich oczach wyglądać i trochę tłumaczy strajkujących, oni nie są przeciwko kobietom, tylko przeciwko wtrącaniu się rządu do religii.

Swoją drogą, ciekawy jest ten zakres wiekowy kobiet, którym nie wolno wchodzić 10-50 lat ? Prawdopodobnie chodzi o menstruację, w hinduiźmie uważa się, że kobieta w tych dniach jest nieczysta.

 Teraz Mohamed zaprosił mnie do domu, muzułmańskiego domu – to widzę po świętym wersecie z Koranu na ścianie przy wejściu no i po jego imieniu. Wszyscy obecni domownicy przylecieli mnie oglądać, kobiety i dzieci. Opowiada mi o górach obok, że powinienem pójść na wycieczkę, bo jest świetny punkt widokowy. To nawet trekingiem nie można nazwać, pięć kilometrów – dodaje.