Bohema ostro bawi się!
W Yangonie

Udostępnij

Yangon

29.11.2018

      Tego w życiu się nie spodziewałem, wszędzie… ale nie tutaj w Yangonie. Dużym, ale przecież ciągle biednym, azjatyckim mieście w Myanmar. Stoję jak wryty i się zastanawiam: Czy ja dobrze widzę? Dobrze kojarzę? Czy to jest to, co mi się wydaje ?

Uwielbiam plątać się bez celu, planu i ograniczeń czasowych po miastach azjatyckich. Zawsze spotyka mnie jakieś zadziwienie, przygoda najczęściej przyjemna bo ludzie tu mili.

image3

Wchodzę głębiej w bramę, kolejny obraz na ścianie i jeszcze jeden. To jest autentyczny street art. Nic specjalnego powie ktoś, niby tak, w Berlinie, Amsterdamie, Wrocławiu… ale tu ? W tym entourage, że tak się wyrażę? Kto to namalował? Czy jest tego więcej? Przechodziłem tu już kilka razy, bo jest to na tej samej ulicy, co biuro podróży, w którym kupuję bilety na dalsze przejazdy. Czemu wcześniej nie zwróciłem na to uwagi? Jeszcze raz potwierdza się podstawowa zasada podróżnika, powoli, nie spiesz się, skup się na detalu. Punkty must see mogą poczekać, jakby co, to zawsze są zdjęcia w necie. Najważniejsi są ludzie i ich życie.

Zauważam hagsztag, szczęśliwie mam lokalną kartę w telefonie i jestem online.

#YGNWALLS

Wchodzę na ich FanPage, czytam, oglądam zdjęcia, jest tych murali więcej w innych miejscach, na 35 street mają swoje atelier. Mix białasów i lokalsów, mieli kilka dni temu wydarzenie, odsłonięcie kolejnego obrazu. Ich pracownia jest jakieś dwa kilometry stąd. Oczywiście robię w tył zwrot i po piętnastu minutach wchodzę z ulicy do lokalu (pewnie po jakimś sklepie), urządzonego jak studio malarskie w Brukseli czy Paryżu.

Wita mnie urocza blondynka, Valentine z Belgii – jak się po chwili dowiaduję. Oprowadza, opowiada… a mnie się oczy szeroko otwierają.

Mieszka w Yangonie na stałe od trzech lat. Jest częścią kilkunastoosobowej grupy artystów, którzy tu w środku Azji poprzez sztukę chcą zmieniać świat. Atelier założyła Francuzka? Delphine de Lorme, która we współpracy z Yangon Walls, chce wykreować nową generację artystów inspirujących się kulturą Myanmar.

www.delphinegroult.com/DelphineDelorme_EN/Home.htmlaA

Valentine jest bardzo bezpośrednia, widać, że jest pozytywnie zakręcona. Ona i to wnętrze tworzą taki klimat, że czuję się jak w Paryżu. Takim tunelem czasoprzestrzennym przeniesiony kilkanaście tysięcy kilometrów stąd. Oglądam obrazy, przemawiają do mnie, czuć mieszankę wschodu i zachodu, egzotykę.

Grupa ta tworzy artystyczny kolektyw. Warunkiem uczestnictwa, co daje możliwość wystawiania i sprzedaży prac poprzez Atelier jest przeznaczenie część czasu na street art. Studio zaś część swoich dochodów przeznacza na wsparcie YGNWALLS. Wierzą, że mogą wygenerować wibracje, które wzmocnią społeczność i spowodują dialog pomiędzy miastem, ludźmi, architekturą i sztuką. Mówi to z takim przejęciem, że jestem pewien, że im się uda.

Ten duży obraz szczególnie mi się podoba, kojarzy mi się z pracami Andy Warhol. Nawet rozważałbym założenie „skarbonki”, żeby następnym razem mieć środki na zakup, ale gdzie ja to powieszę? Wszystkie duże płaszczyzny w domu mam zapełnione obrazami Danusi. Może na klatce schodowej?
Oczywiście nie wiem, czy się ostro bawią, chociaż Delphine na swojej stronie pisze:


…Her body of works is a true representation of this so called „dolce vita” – essentially characterized by glamour, flamboyance, and superficiality… 



Widać że się spełniają. Artyści którzy wierzą, że mogą zmienić kawałek świata, kawałek Yangonu. Będę Wam kibicował.

Atelier mieści się na 35 street bliżej rzeki Yangon


#YNGWALLS

[FM_form id="2"]

Cezary borowy

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Udostępnij albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję 🙂

Udostępnij