Mój dietetyczno-gastrologiczny wskaźnik rozwoju Indii

Mój dietetyczno-gastrologiczny wskaźnik rozwoju Indii

Pani, pani to zrozumiałe w całych Indiach słowo oznacza wodę. Oczywiście w czasie przemarszu piję duże, bardzo dużo około czterech litrów płynu na dwadzieścia kilometrów a następnie jeszcze przynajmniej dwa. Łącznie w ciągu dnia 6-7 litrów. Mimo to bardzo rzadko chodzę na stronę. Widocznie większość paruje przez skórę.

Nocuję w niedrogich hotelikach w których białas nie nocował od lat a może nigdy. Niestety we wszystkich pokojach a praktycznie codziennie zmieniam miejsce, a konkretnie we wszystkich łazienkach mamy już toalety na modłę europejską jak sami Indusi mówią. To oznacza kibelek z deską na którym można usiąść i który dobrze znamy.

Trzydzieści lat temu, gdy bywałem tu po raz pierwszy dominowało tradycyjne indyjskie rozwiązanie to znaczy dziura w podłodze z odpowiednim spadkiem, miejsce na stopy no i ….. kucamy, robimy swoje, naciskamy przycisk i woda spłukuje to co powinna. Obok był zawsze kran i kubeczek do podmywania. Ale oczywiście nikt nikomu nie zabraniał używania papieru toaletowego tylko trzeba go było mieć.

To akurat się tylko o tyle zmieniło, że teraz po lewej stronie jest ten sam kran ale uzbrojony w wąż i słuchawkę prysznicową. W żadnym hotelu ani jadłodajni czy nawet restauracji nie ma papieru toaletowego. W wielu recepcjach nawet nie rozumieją słowa „toilet paper”

To samo gdy pytam w sklepach z produktami kosmetycznymi czy sanitarnymi. Mają produkty znanych marek, oliwki, szampony, kremy a nie rozumieją gdy pytam o papier toaletowy. Gdy już go znalazłem to kupiłem duży zapas.

Noszę więc ze sobą swój i daję radę. Patrzę jednak na tę słuchawkę prysznicową i zastanawiam się jak to użyć ? Mam podnieść tyłek znad deski i co ? z tyłu sobie lać, cały się opryskam, z przodu ? między nogami ? mam spodnie spuszczone do kolan i tam gdzieś mam manewrować słuchawką.

Jakoś skompilowana wydaje mi się ta kompilacja kultury sanitarnej zachodu z Indyjską tradycją unikania papieru toaletowego. Osobiście uważam, że dziura w podłodze zapewnia większą higienę, niż ten ich mariaż tradycji z nowoczesnością, nie muszę niczego dotykać.

Skoro nie bywają tu turyści, to czemu zmieniają swoje nawyki ? Moje przypuszczenie jest natury dietetyczna gastrologicznej. Nawet niedrogie hotele to jednak miejsce dla klasy średniej a tej powodzi się lepiej niż trzydzieści lat temu no i…..urosły im brzuszki. Kucanie stało się uciążliwe, niewygodne. Jeżeli mam rację to jest to oznaka rozwoju gospodarczego a nie ślepe naśladownictwo.