O mnie

Na początku była gazeta. Odkąd pamiętam zawsze po nią sięgałem, przez wiele lat każdy dzień zaczynałem od przeglądu prasy. Potem pojawiła się w moim życiu Azja, spełnienie marzeń z czasów szkolnych, gdy podróżowałem palcem po mapie.

Jeżdżąc w tamte rejony nie muszę zmieniać swoich nawyków. Mnóstwo lokalnych gazet jest wydawanych po angielsku, pisane prostym językiem umożliwiają poznanie czym „żyją” lokalsi w danym momencie, jak wygląda ich publiczny dyskurs. Nieprawdopodobne, jak wiele ciekawostek można dowiedzieć się o kraju z lokalnych dzienników, takich informacji, których nie przekazują przewodnicy. To ma nawet swoją nazwę „biały wywiad”. Lubię też pisać, uważam się za homo scribere, człowieka piszącego.

Azja to moja pasja, która trwa przez wiele lat i wiele podróży. Dobrze się tam czuję i zazwyczaj (!!!) swobodnie poruszam. Lubię odwiedzać tamte rejony nawet siedząc w Polsce, gdy za oknem mróz i zawieja. Dziś to już możliwe, zaglądam przez okienko komputera, śledzę prasę, czytam książki, poznaję, staram się zrozumieć. Niewątpliwie przyszłość świata bardziej zależy od tego, w którym kierunku będą się rozwijały kraje i społeczeństwa Azji niż od naszej starej dobrej Europy.

Świat można oglądać z tysiąca stron, dwie osoby odbywające wspólną podróż zwrócą uwagę na zupełnie inne fragmenty oglądanej rzeczywistości. Czy moje obserwacje, którym się tu z Wami dzielę są interesujące ? Sam jestem ciekaw.

Ten blog pozwala mi połączyć moje trzy pasje: czytanie, podróżowanie i pisanie. Ale liczę na więcej, chcę poznawać ludzi o podobnych pasjach, wymieniać się spostrzeżeniami, doświadczeniami, może czasem razem gdzieś się wybrać?

Lubię podróże w fajnym towarzystwie, bo mam szansę oglądać świat innymi oczami. Nie stronię też od wyjazdów w pojedynkę, bo w ich trakcie jestem niejako „zmuszony” poznawać nowych ludzi i w naturalny sposób otwieram się na innych. Podróż samemu nie oznacza, wbrew pozorom, podróży w samotności. Trochę jak z pisanie, pisze się w samotności, ale nie po to, aby być samotnym, wręcz przeciwnie.

Logo bloga to obrobiony graficznie obraz mojej żony Danusi, widoczny poniżej, inspirowany oczami Buddy na słynnej stupie Swajambhunath powyżej Katmandu zwanej świątynią małp, którą kilkukrotnie oboje odwiedzaliśmy.

Nazwę Azjatycki Obserwator wymyślił specjalnie dla mnie mój brat Mariusz, dzięki brachu.

Drugi brat Benek daje wskazówki techniczne odnośnie pozycjonowania.

Mój synek Michał doradza mi w sprawach powiedzmy, dramaturgii wpisów.

Drugi synek Mikołaj zajmie się montowaniem filmików.

A do moich obowiązków należy podróżowanie.